Mam już dość tych ciągłych wahań nastroju. Jednego dnia skaczę z radości, następnego jestem smutna, później znowu się uśmiecham, a potem chodzę wściekła jak osa. Nie wiem czym to jest spowodowane, ale to strasznie irytujące. Sama za sobą nie nadążam.
We wtorek miałam świetny humor, między innymi dzięki mojemu G., którego zabrałam na spacer, który działa na mnie terapeutycznie, i wreszcie, który zmęczył mnie konkretnie. Od rana wszystko szło po mojej myśli i tak do wieczora, no może pomijając mój stan przedzawałowy, wywołany meczem Real- Borussia, całe szczęście zakończonym happy endem. Wczoraj z kolei do południa byłam w świetnym nastroju, później depresja totalna, a wieczorem zresetowałam umysł, obejrzałam mecz Utd z Bayernem i skrót Atleti z Barcą i mój organizm doświadczył totalnej regeneracji. Jak tak dalej pójdzie, to się wykończę. Oddajcie słonko! Tak, tak..miałam się nie uzależniać od czynników, na które nie mam wpływu.

Komentarze
Prześlij komentarz