Wściekam się, wściekam i jeszcze raz wściekam...w dodatku sama na siebie. Nie pojmuję jak mogłam być tak naiwną kretynką?! Czasem człowiek najzwyczajniej w świecie doznaje olśnienia, budzi się z jakiegoś dziwnego snu, otwiera oczy i uświadamia sobie wiele rzeczy. Nie warto na siłę mieszać się w jakieś chore układy, nie warto porywać się z motyką na słońce, przecież świata nie nawrócę. Cytując CR7, skoro Bóg nie zdołał zadowolić wszystkich, jak ja mam tego dokonać? Właśnie, więc po co ustępować, po co łamać swoje reguły? Ok, podobno zasady są po to, żeby je łamać, ale do cholery nie wtedy, kiedy się z czymś nie zgadzamy. Przecież ja nigdy nie ustępuję, od dziecka nie uznaję kompromisów. Jedni uważają to za wadę, inni za zaletę, jeszcze inni mi to nieustannie wypominają, a ja po prostu staram się nie robić nic wbrew sobie, niczego, z czym się nie utożsamiam, w pełni nie zgadzam. Tym razem też tak będzie. Na szczęście zaczęłam dostrzegać coś, co ostatnio mi gdzieś umykało, co chowało się za czymś innym, często mało istotnym. Zaczęłam dostrzegać swoje potrzeby, swoje oczekiwania, emocje, uczucia, i wreszcie swoje widzi mi się. I właśnie teraz, nie zaraz, za chwilę, jutro, a dziś, dosłownie w tym momencie mówię dość ! Od tej chwili wszystko, z czym się nie utożsamiam, co nie jest konstruktywne, a wręcz przeciwnie- destrukcyjne przestaje mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie. A więc podkreślam raz jeszcze, mówię dość temu wszystkiemu, co mnie zabija od środka, rozrywa na kawałeczki i próbuje zniszczyć. Uprzedzam, że na to nie pozwolę! Dobranoc...



Komentarze
Prześlij komentarz