Przejdź do głównej zawartości

Posty

Pełnia szczęścia

Czy ja naprawdę chciałam zrezygnować ze swojego szczęścia? Nie mogę uwierzyć, że mogłam popełnić taki kardynalny błąd.. Na całe szczęście wczoraj z samego rana dostałam najlepszą z możliwych odpowiedzi na wątpliwości zaprzątające moją głowę. W ogóle wczorajszy dzień to totalna pełnia szczęścia. Wraz ze wschodem słońca moja duszyczka zaczęła fikać koziołki. Do tej pory lubiłam spontaniczność, teraz to lubienie przerodziło się w miłość absolutną. Cały dzień spędziłam poza domem, co tylko poprawiło mój już i tak dobry humor, a biorąc pod uwagę energię nagromadzoną podczas joggingu i tenisa do samego pójścia spać słałam uśmiechy na prawo i lewo, i nawet wystarczyło mi siły na squat challenge z obciążeniem:) a dziś z walizką w ręku, słuchawkami w uszach i w świetnym nastroju przyjechałam siać uśmiech w Olsztynie. Po seminarium wystarczyło nam jeszcze czasu na Kfc i shopping, co jest nieodłącznym elementem każdego wyjazdu, tzw. pakiet standard;) okey...yes. I admit. I'm a shopaholic (sh...

Zgubne decyzje

Czy ja nie wspominałam dziś czegoś na temat postanowień? Cholera, i jak ja mam wytrwać, kiedy jest tak pięknie? Jak mam zrezygnować z czegoś, co wywołuje szeroki uśmiech na mojej twarzy, przyprawia o dreszcze i sprawia, że jestem szczęśliwa. A może wcale nie warto rezygnować, na siłę uszczęśliwiać siebie i innych, skoro i bez tego już jesteśmy szczęśliwi? Na to i wiele innych pytań poszukuję odpowiedzi, a odpowiedzi jak zwykle brak...póki co się tym nie przejmuję, bo póki co jestem jedną z nieszczęśliwych osób pod słońcem. A powodów naprawdę cała masa. DIABELSKICH SNÓW! <3

do dzieła!

Siedzę i weryfikuję swoje noworoczne postanowienia. Zastanawiam się, co już mi się udało zrealizować, w trakcie czego jestem, czy na dobrej drodze, a co kompletnie mi nie wychodzi. W gruncie rzeczy nie jest źle..muszę przyznać, że się staram. Jeśli chodzi o sferę fizyczną to jest nawet bardzo dobrze, wszystkie postanowienia typu ćwiczenia, treningi, odżywianie, spędzanie wolnego czasu itp. itd. mają się świetnie (w końcu kocham wyzwania), trudności pojawiają się dopiero wtedy, gdy w grę wchodzi ta sfera bardziej psychiczna, tzn. mam na myśli te postanowienia, wiążące się z podejmowaniem decyzji, wyborami, wyrzeczeniami, zachowaniem. Dużo łatwiej jest nie jeść chipsów, żyć aktywnie i nie zamykać się na świat, aniżeli podejmować decyzje, które wpłyną na nasze życie, dotyczą kontaktów międzyludzkich, niosą ze sobą konsekwencje na przyszłość. Cholernie trudno robi się, gdy w grę wchodzą emocje, uczucia, więzi. Ale przecież nikt nie mówił, że będzie łatwo. Możemy wszystko, wystarczy chcieć...

Diabelsko

Witajcie Kochani! Dziś mam dla Was krótkie opowiadanie, nie ja jestem autorką, ale jak na diablicę przystało zakochałam się w nim od pierwszego przeczytania!  Miłej lektury! Diabeł znów na­wie­dza mnie co noc, próbując zniszczyć wszys­tko, co udało mi się zbu­dować. Roz­ma­wiałam z nim niedaw­no. Szydził ze mnie. Jak zaw­sze zresztą. Po­wie­działam mu, że kocham, że mam nadzieję, że wierzę. Wyśmiał mnie. - Wie­rzysz? W co? - za­pytał, pat­rząc na mnie z po­gardą. - Że można mnie po­kochać, że On nie od­rzu­ci moich uczuć, że będzie dob­rze, że... - za­wahałam się. - Obo­je wiemy, że On Cię nie kocha. - ... - To dla­tego codzien­nie wie­czo­rem płaczesz w po­duszkę. Mil­czałam. Miał rację. - Pa­miętaj, piękna. Widzę wszys­tko. Jes­teś żałos­na, wiesz? - za­pytał, po czym wy­buchnął ...

hotel party

Hej Kochani! Za mną kolejny cudowny weekend spędzony w Olsztynie (tak, to ja mogę studiować!) Schody zaczynają dopiero wtedy, gdy nadchodzi sesja. Ale póki co cieszmy się z dziewczynami beztroską i oczywiście swoim towarzystwem. Ważne, by mieć z kim się podzielić zgromadzoną energią. Za nami kolejne i z pewnością nie ostatnie hotel party, którego skutki uboczne mnie właśnie dopadły. Ale spokojnie, panuję nad sytuacją, i z miejsca zaczynam intensywne leczenie. A więc mój plan na resztę dnia już znacie.  Witaminki, miód, cytryna, gorąca herbatka i mam nadzieję, że lada moment będę, jak nowo narodzona. A energii nigdy dość, zacznijmy nowy tydzień z podwójną dawką siły i dobrego humoru, a coby tak się stało nie rezygnuję z powietrza, i za chwilę opatulona ciepłym szalem idę na spacer. A Wy jak zaczęliście nowy tydzień?

Ferii kres

Słodkiego lenistwa dobiegł kres. W końcu musiał nadejść ten dzień, kiedy to będzie trzeba porzucić swoje wygodne łóżko, spakować walizkę i powrócić do starej, studenckiej rzeczywistości. Szczerze mówiąc, myślałam, że to będzie o wiele trudniejsze (bo wiadomo wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej), ale muszę przyznać, że takie powroty to ja mogłabym nawet pokochać. Jaki był wasz dzień? Bo mój niesamowity. Wyspałam się konkretnie, co nie jest trudne, kiedy budzisz się sama z siebie, a nie w skutek wariujacego elektronicznego urządzenia (czyt. budzika) i wstajesz o 10. Życie staje się jeszcze piękniejsze, gdy wyglądając przez okno wita Cię śliczne słońce, a Ty zamiast czapki i rękawiczek zabierasz ze sobą okulary przeciwsłoneczne..a potem robi się j...

Ferii dzień 4

Życie coraz bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że ryzyko się opłaca...może nie zawsze, ale przeważnie, a więc warto. Mnie się opłaciło los po raz kolejny się do mnie uśmiechnął. Poza tym od rana mam dobry humor, bo zaraz po śniadaniu wybrałyśmy się z Claudią na zakupy. Nie muszę chyba mówić, że wróciłyśmy z nie mała ilością toreb w rękach, w każdym bądź razie zapewniłyśmy sobie dobry humor na cały dzień. Po powrocie zrobiłyśmy sałatkę, a później już tylko słodkie lenistwo. Uroki ferii. A teraz, choć C. dopiero co zdążyła odjechać, ja już za nią tęsknię. Nie macie pojęcia, jak ja cholernie szybko przywiązuje się do ludzi, do czyjejś obecności. Jeśli ktoś do mnie przyjedzie na kilka dni, niezależnie czy to jest Claudia, Kinga, Kasia czy ktokolwiek inny, później przez kilka dni mam wrażenie, że kogoś w tym domu brakuje. Dziwne uczucie. A poniżej iście diabelski atrybut ;)