Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2011

Zakupy to dla kobiet przyjemność, a dla facetów podatek od spokoju.

Zakupy są dla kobiet sposobem regulowania emocji i lekarstwem na stres – stąd bierze się zakupoholizm, a umiłowanie kobiet do dokonywania zakupów nikogo nie dziwi. Twierdzenie jednak, że kobiety uwielbiają biegać po dziesiątkach sklepów a mężczyźni tego nie znoszą jest wynikiem ewolucji wydaje się cokolwiek kuriozalne – nie jest jednak pozbawione logiki. Obecnie kobiety uwielbiają eksplorować teren galerii handlowych. Ma to być atawizm, związany z tym, że to kobiety odpowiedzialne były w społecznościach zbieraczo – łowieckich, za przeszukiwanie terenu i sznajdowanie pożywienia w swoim otoczeniu. Kobiety, mają więc mieć wbudowany mechanizm ewolucyjny, który każe im nie tylko eksplorować, ale również sprawdzać każdą „zbieraną” rzecz pod względem wyglądu, smaku i możliwości jej wykorzystania. Dlaczego zatem mężczyźni nie lubią zakupów? Bowiem zaprogramowani są na „upolowanie mięsa” i przyniesienie go jak najszybciej do domu – co obecnie przekłada się na chęć jak najszybszego …
I znowu mamy poniedziałek. Trzeba rano wstać, do sklepu po świeży chleb, niektórzy do pracy, inni do szkoły a ja mam leżonko (jak na razie). Czemu weekend nie jest trochę dłuższy? Wielu pewnie sobie te pytanie zadaje i chyba nikt tak naprawdę nie wie czemu. Ale nieważne. Trzeba żyć pełnią życia i korzystać póki można, bo później może być już za późno. A weekend fajnie minął. Ładna pogoda, przyjemnie, tudzież imprezka jakaś.. (w sobotę festyn, wczoraj mamusi grilla się zachciało).  No nic, lecę na śniadanko z kubkiem wspaniałej, aromatycznej herbaty, bo za godzinkę mam kurs do Mławy. Do następnej.

tulipany, by nie zatracić pasji radości

Obudziłam się dziś bardzo wcześnie, a w zasadzie to obudziła mnie kochana siostrzyczka M. Z samego rana poszłam na dół (z M. i K.) złożyć mami życzenia. Jeszcze była u siebie, w łóżku, ale jak weszliśmy do pokoju od razu się podniosła. Ucieszyłam się widząc tą radość na jej twarzy.  Potem wróciłam do siebie, na górę. Miałam iść spać, jakoś jednak nie mogłam już usnąć. Napisałam więc prze czułego sms-a do mojego P. i wzięłam się za czytanie książki. ("Jaki naprawdę jesteś", Lynn Patricia). Przyznam, że mnie zaciekawiła, dlatego postanowiłam, że zanim wstanę przeczytam ją. Skutkiem mojego postanowienia było to, że na dół zeszłam równo o 12.oo (zamiast śniadania zjadłam obiad). Książkę polecam, ciekawa. A tymczasem zbieram się w odwiedziny do babci, która właśnie piecze dla mnie bugaja.
Chciałabym mieszkać w miejscu, gdzie jest długie łagodne przejście między wiosną i latem. Gdzie jest las i jezioro, ale bez przerażających insektów, gdzie można szyję opatulić lekkim szalikiem i wybrać się na długą przechadzkę, po której kubek ciepłej, malinowej  herbaty będzie spełnieniem marzeń. Plaża, morze, palmy, chłodne drinki z palemką są atrakcyjne i kuszące. Już nie mogę doczekać się, kiedy wyjadę gdzieś daleko stąd, gdzie będę mogła leżeć cały dzień na słońcu, chociaż wieczorem będę niesamowicie narzekać na pieczące plecy.

czas na zmiany

Nie było mnie tu 3 dni a ja mam wrażenie jakby upłynęły już co najmniej 2 tygodnie.Znaczy- wciągnęłam się. Dobrze  to czy źle? Chyba w porządku. Lubię Was czytać i lubię coś tam czasem  stworzyć coby analfabetą wtórnym nie zostać. Wpadłam w wir zmian i nabrałam ochoty na małą rewolucję na gruncie osobistym. Po krótkim zastanowieniu doszłam do poniższych, jakże błyskotliwych wniosków.

Jest mój pokój- może by tak coś przemalować, poprzestawiać, wyrzucić lub dokupić ku ogólnemu, korzystnemu wrażeniu i własnemu dobremu samopoczuciu.
Prawdopodobnie zmienię kolor pokoju z niebieskiego na różowy + biały sufit. A tymczasem trochę poszperałam i znalazłam kilka różowych dodatków:









kolejny dzień wakacji = kolejne zakupy

Misiek sam wyciągnął mnie wczoraj na zakupy, a potem dopiero mówi, że jestem zakupoholiczką. Ale przyznam, że warto było się ruszyć z domu, bo do mojej szafy trafiła cudowna spódniczka i piękna, morska bluzeczka.

A teraz kilka zdjęć z przeciągu 3 lat z  Moim Kochaniem:












kanikuły

Z okazji rozpoczęcia wakacji wydałam nieprzyzwoite pieniądze w nieprzyzwoitym butiku (ale tak to jest jak się robi zakupy z moją siostrą). Teraz mój stan konta uniemożliwia eskapady większe niż do Zenaba i na kawę. Pierwszy tydzień wakacji oznacza tydzień totalnej stagnacji intelektualnej i fizycznej. Spanie do południa, szwendanie się przez resztę dnia w szlafroku i przesiadywanie godzinami nad filiżanką malinowej herbaty.

W A K A C J E

Zmęczone osiąganiem szczytów, dążeniem do wyznaczonych celów, po prostu codziennością postanawiają zatrzymać się na chwilę, by zaczerpnąć energii na dalszą drogę. Wakacje to czas nowych postanowień, a także pozbycia się problemów i budowania marzeń, lekko wyidealizowanych. Jest to czas pięknych odkryć, np. że życie ma smak we dwoje.
Zatańczą przy blasku księżyca, przy muzyce ciepłych szeptów. Ogrzeją się ciepłem pocałunków, przytulą się do swoich istotek i wyczarują noc. Przypadkowe spotkania dłoni, zamienią w rozkoszny dotyk. Dotkną Ich twarzy, czule spojrzą w Ich oczy i popatrzą z fascynacją, pochłaniając spojrzeniem każdy ruch i każdy gest. Uśmiechną się pewne, że będą już na zawsze częścią życia tych mężczyzn.

Zdjęcia z `kanikuł` z tamtego roku:





czas przecieka mi przez palce

przestaję już to wszystko ogarniać. ten niesamowity brak czasu mnie przytłacza. sama się sobie dziwię, że ciągle powtarzające się historie mnie jeszcze  nie nauczyły, żeby nie robić wszystkiego na ostatnią chwilę. Od samego rana siedzę z głową w książkach. Tkwię na `układzie krążenia` i ruszyć nie mogę. a jeszcze tyle przede mną. Stos nieprzeczytanych książek piętrzy się aż do sufitu a ja nadal studiuję biologię z pierwszej klasy.

(...) mój pogodowy gadżet wyświetla poprawę pogody, cieszy mnie to niezmiernie!
A pod spodem kilka zdjęć z sesji z Martyną Pawłowską:


Adictos a las compras

Oczywiście jestem mistrzynią świata w układaniu planów, których zrealizować nie mam absolutnie żadnych szans (hmm, to chyba dość zawiła składnia), ale jednak! Jak zwykle robię wszystko na styk, do wtorku zostało zaledwie kilka dni, a ja muszę powtórzyć jeszcze z 1o działów. życie.. Na szczęście jest coś co daje mi mnóstwo poweru i z miejsca poprawia humor, na jutro planuję wielkie zakupy. Z moim zakupoholizmem wydam pewnie wszystko co do złotówki, o ile Dadi da mi na paliwo, bo wyjeździłam wszystko i w baku pusto. 
Dodaję filmik (z mojej małej kuzynki rośnie tancerka) , o też bym chciała mieszkać w Wawie, tam człowiek ma o wiele więcej możliwości..





Wciąż czekam na wiosnę (mamy początek maja a padał śnieg, na szczęście już przestał i przez okno wita mnie słońce), a żeby umilić sobie to oczekiwanie kupiłam zwiewną, koronkową, kremowo-białą sukienkę (czy to za dużo przymiotników?)-nie mogę się doczekać aż założę ją do też prawie, że nowych szpilek. Tak bardzo wielbione przeze mnie leniuchowanie -zakupy, kino, ciasto do herbaty- jest takie przyjemne, ale na myśl o tym, ile rzeczy muszę do wtorku wyprodukować, napisać, zapamiętać boli mnie głowa. Nie wiem co mi strzeliło, żeby biologie zdawać na maturze. Ale już po "kaczaku", więc lecę zakuwać, bo muszę dziś przyswoić co najmniej dwa działy.



 każdy chciałby wszystko naraz, zamiast starać się o trochę.

w co się ubrać na maturę?

Z tego względu, iż dla mnie tegoroczny maj łączy się nierozerwalnie z  `egzaminami dojrzałości` przedstawię kilka "modowych", maturalnych propozycji.  Mogłoby się wydawać, że strój maturzystki z roku na rok jest taki sam lub bardzo podobny. Prawda jest jednak taka, że moda jest zmienna i co roku łatwiej dostać nieco inne ubrania. Nie ma wątpliwości co do tego, że strój maturalny powinien być elegancki, najlepiej czarno-biały, choć dozwolone są odcienie granatu lub brązów. Ważne, aby zachować odpowiednią prezencję. Troszeczkę poszperałam w necie i oto kilka "ciuszków":




. sonador

moja przyszłość nie zdołała wygramolić się spod upasionego znaku zapytania. nadal nie wiem kim powinnam, mogłabym lub chociażby chciałabym zostać. jeszcze niedawno wszystko było prostsze. wydawało mi się , że wiem co chcę w życiu robić, a teraz nici.. myślałam, że świat czeka na mnie z otwartymi ramionami. teraz już mi się tak nie wydaje. dorosłam chyba, troszeczkę. chociaż wcale nie miałam ochoty. nie chciałam i nie chcę przestać ślepo wierzyć, że moje marzenia się spełnią.  Bycie dzieckiem jest chyba najpiękniejszym etapem w naszym życiu, tylko, że wtedy najczęściej nie zdajemy sobie z tego sprawy. Przynajmniej ja sobie nie zdawałam.....
A teraz chętnie cofnęłabym się do tego beztroskiego wieku 3 lat.....
przeżyłabym okres dzieciństwa raz jeszcze. Jednak czasu cofnąć się nie da, a trzeba żyć dalej.
Ale nie chcę żeby moje życie było pozbawione sensu, nie chcę wtopić się w ten zmaterializowany świat, nie chcę stać się poważną! Jednym słowem nie chcę dorosnąć  Chcę cały czas posiad…