Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2013

nieco słońca

Budzę się rozanielona, odrzucam koc a mym oczom ukazuje się pusty, zalany światłem pokój. Rozanielenie trochę mi przechodzi, kiedy przypominam sobie, że muszę opuścić swoje wygodne legowisko i zmierzyć się z nowym dniem. Ponadto dociera do mnie, że jest czwartek a więc już jutro czeka mnie wyjazd do Olsztyna, ale nawet to nie psuje mi nastroju. Robię serię brzuszków, a gdy jestem już ogarnięta i najedzona wsiadam w samochód i jadę do Wiśniewa. Odwiedzam ciocię Ev i zahaczam o bibliotekę. Wracam do domu jeszcze w lepszym nastroju aniżeli z niego wyruszałam. I to jest to, co lubię najbardziej. Teraz niestety przyszedł czas na pakowanie walizki, obym tylko nie zapomniała zabrać "wałówki", którą przygotowała mi babcia.Trzymajcie kciuki za mnie i za moje zaliczenia a Wam Kochani życzę przyjemnego weekendu, oby upłynął Wam na robieniu samych fajnych rzeczy. Wracam w sobotę. Kiss

Z racji mojej niesamowicie przeogromnej tęsknoty za latem postawiłam na nieco letni manicure. ( a zains…

po królewsku

Zdejmuję pazurki z klawiatury, ziewam i rozważam wypicie kolejnego kubka herbaty, a może czekolada? Jestem w jakimś koszmarnym letargu- chyba wreszcie dopadły mnie skutki podekscytowania i stresu ostatnich kilku tygodni. Na domiar tego ostatnio wszystkie moje plany ulegają edycji i wcale nie są to jakieś dobre, pozytywne zmiany na lepsze. Mam jednak nadzieję, że jutro będzie lepiej. To był długi dzień, nudny i męczący. Próbowałam leżenia we wszystkich możliwych pozycjach, zrobiłam nawet podwójną serię brzuszków. Ponadto pokusiłam się o zrobienie naleśników, poukładałam w szafie (co prawda tylko w jednej ale dobre i to), nadrobiłam mailowe zaległości, obejrzałam mecz Królewskich z Barceloną (zremisowali) i zrobiłam jeszcze tysiąc innych rzeczy byle tylko nie zajrzeć do notatek. Jestem pod wrażeniem tego ile zajęć można sobie wymyślić, żeby usprawiedliwić się przed samym sobą, że "nie miałaś czasu na naukę".

 A dzisiaj mam dla Was moje najnowsze nabytki w postaci trzech toreb…

Przyznaję, jestem zakupoholiczką !

Przetrząsam torbę w poszukiwaniu portfela i choć nie jest on wcale małych rozmiarów (muszę w czymś pomieścić banknoty
 i paragony, których po każdym dniu mam całą stertę), jak zawsze mam problem z jego odnalezieniem. Wreszcie udaje mi się wygramolić ze sklepu- objuczona torbami zamiast udać się prosto do auta zaparkowanego dwie ulice dalej zahaczam o bank, żeby mieć z czym podejść do kolejnego sklepu. Nie przeszkadza mi nawet, że uszy siatek boleśnie wrzynają mi się w ręce. Choć z pewnością, gdybym musiała dźwigać chleb, mleko, masło i cukier przeklinałabym całą drogę jakie to cholernie ciężkie, ale co innego, gdy torby po brzegi wypełnione są ciuszkami i błyskotkami. Mój zakupoholizm mnie czasem przeraża.

Lubicie świecidełka? Poniższe pochodzą z Tally Weijl.

lalka

Bezsenne noce z facebook`iem na ekranie, usypianie ze słuchawkami w uszach i budzenie się z nimi, tysiąc myśli w głowie i nieodnajdywanie się. Od czasu do czasu lubię myśleć o sobie jak o kimś, kto w życiu kieruje się zdrowym rozsądkiem ale to tylko atrakcyjna myśl. Sama wiem doskonale, że tak nigdy nie było, na pewno nie jest i z pewnością nie będzie. Zrobiłam w życiu trochę głupich rzeczy i jeszcze nie jedną głupotę zrobię, nie jeden błąd popełnię i nie raz się sparzę. Jednak to moje życie i nikt go za mnie nie przeżyje, chcę aby decyzje które podejmuję były moimi decyzjami a błędy które popełniam w stu procentach moimi błędami, wtedy naprawdę będę wiedziała, że żyję. Zima w pełni, na dworze śnieg, ja kicham, kaszlę i od kilku dni reprezentuję nędzę i rozpacz. Ale jest lepiej, jest dobrze, najważniejsze, że pozytywne nastawienie mnie nie opuszcza. Uwielbiam to w sobie!

A dziś mam dla Was zdjęcia moich dwóch lalek, które zachowałam do dziś. Ta w neonowym ubranku była moją ulubioną:)


Ja, potępiona

Pamiętacie, jak kilka postów wcześniej wspominałam Wam, że czytam książkę, która pochłania mnie bez reszty ? Była to trzecia a tym samym niestety już ostatnia część trylogii K. B. Miszczuk "Ja, potępiona". Dzisiaj moja przygoda dobiegła końca.  Kiedy jestem w trakcie czytania, chcę, aby książka nigdy się nie skończyła, tak też było i tym razem. Zbliżając się do końca z bólem serca patrzyłam jak mało stron mi zostało do przeczytania. Tym razem zakończenia mnie nie rozczarowało, jednak po przeczytaniu trudno mi było znaleźć sobie miejsce. Może to dziwne, ale zaraz po skończeniu zaczęła towarzyszyć mi nieodparta chęć przeczytania jeszcze raz całej historii. Jeszcze nie teraz ale zapewne w niedalekiej przyszłości skuszę się na tę przyjemność raz jeszcze. A już wkrótce obiecana recenzja. Tymczasem...dobranoc mój diable!

Happy Weekend!

Dotarłam już do domu (wczoraj) i mogłam się wreszcie porządnie wyspać w swoim łóżku. Może to nieco dziwne, ale zawsze gdy nocuję poza domem najbardziej brakuje mi mojego dużego łóżka. Wyjątkiem była noc, kiedy spałam w  hotelu Czajka, w Olsztynie, wtedy ze względu na nieco przykrótką kołdrę, spod której wystawały mi nogi brakowało mi właśnie mojej cieplutkiej kołderki. Na domiar złego była wtedy zima. Weekend minął, a w zasadzie to jeszcze wciąż trwa, więc może powiem inaczej. Ta część weekendu, którą było mi przeznaczone spędzić w Olsztynie, o dziwo upłynęła szybko i przyjemnie. Począwszy od zakupów, na które wybrałam się z Monią jeszcze przed zajęciami i podczas których wydałam nieprzyzwoitą ilość pieniędzy, poprzez stołowanie się w KFC (choć od jakiegoś czasu obiecuję sobie, że z tym skończę), kolokwium z edukacji matematycznej, którą zaliczyłam na 5, nasze podwójne urodzinowe party w piątkowy wieczór skończywszy na wczorajszym powrocie do domu. Nic bardziej pięknego na ten…

sesja

Witajcie Kochani! Niestety przyszedł czas, kiedy trzeba zebrać w sobie siły i jakoś przetrwać, mówię oczywiście o sesji i energii, która w ciągu ostatnich dni ze mnie uleciała. I tutaj pragnę pozdrowić wszystkich studentów przygotowujących się (lub też nie) właśnie do egzaminów i zaliczeń.  Życzę Wam ogromnych pokładów sił, determinacji i wiary w siebie. Trzymam za Was kciuki, mam nadzieję, że Wy będziecie trzymać za mnie. Już się nie mogę doczekać, kiedy wreszcie będę mogła z ulgą powiedzieć: uf, jak dobrze, że już po.  A teraz chyba czas najwyższy pakować walizkę. Powodzenia!

to nie tak miało być...

Niestety tego właśnie się obawiałam. Mówię o porażce polskich szczypiornistów z Węgrami a także o przegranym pojedynku Agnieszki.  Czy nieszczęścia zawsze chodzą parami? A było tak pięknie. No cóż, pozostaje niedosyt, pomimo tego trzeba podziękować naszym za walkę i emocje, których nam dostarczyli. Dumni po zwycięstwie, wierni po porażce. Tymczasem idę się szykować i ruszam w odwiedziny do dziadka. Tak jak wczoraj składaliśmy życzenia wszystkim babciom, tak dziś przesyłamy je naszym Kochanym Dziadkom. Wszystkiego, co najlepsze! 

kibicujemy !

Tak, wiem i zdaję sobie sprawę z faktu, iż powinnam się uczyć a zamiast tego robię tysiąc innych rzeczy. Niedawno wróciłam z treningu a teraz na przykład przygotowuję się psychicznie i fizycznie (zaopatrując w odpowiedni prowiant) na mecz Polska- Węgry. Już się nie mogę doczekać tych emocji, których z pewnością dostarczą nam nasi szczypiorniści, w co jak w co, ale w to akurat nie wątpię. Ponadto dzisiejszej nocy gra Isia, ale tę transmisję już chyba sobie daruję. W końcu sama jutro gram mecz i należałoby się porządnie wyspać. Mam też zamiar wziąć lustrzankę i udać się na długi spacer. W końcu czas najwyższy zrealizować postanowienie końcoworoczne, prawda!?
Jak nastroje przed dzisiejszym pojedynkiem? Kibicujecie?
Poniżej nieco inspiracji naszymi bialo czerwonymi barwami:

demone

Kocham te dni, kiedy mam tyle zajęć, że na nic nie starcza mi czasu, oczywiście wtedy jeszcze bardziej kocham możliwość resetu po takowym burzliwym okresie, który miał miejsce w moim życiu. Niestety wszystko ma jakieś skutki uboczne, natłok zajęć również, a mianowicie przejawia się on zazwyczaj brakiem postów na blogu. Ostatnie dni minęły bardzo miło. W czwartek wybrałam się na zakupy z Agą, wróciłam jak zwykle z wypełnionymi po brzegi torbami i od tej chwili dobry humor mnie nie opuszcza, co więcej co dzień dostaję jego większą dawkę. Piątek był jeszcze piękniejszy, nie mówiąc o weekendzie. Plan na dzisiaj: herbata, czekolada, "Ja potępiona", odwiedziny babci, trening, no i oczywiście dzień zakończymy (mam nadzieję) pięknym akcentem- kibicujemy naszym szczypiornistom.
Przy okazji pragnę złożyć wszystkim Babciom najserdeczniejsze życzenia, nie wiem kto by nas rozpieszczał gdyby nie Wy. Dziękujemy i Kochamy Was!